Przepraszam za grudzień ’92


Sfera życia / czwartek, Grudzień 13th, 2018

Na pewno sypało wtedy śniegiem. Jestem przekonana, że to była śniegowa burza – została w moim sercu na zawsze. W oprószonej wówczas Bochni, w 11. rocznicę ogłoszenia stanu wojennego pojawiam się ja. Urodziłam się 13 grudnia. Przypadek? Nie sądzę. Jeszcze wtedy nie ociekam zajebistością. Tylko drę mordę. Potem zresztą też nie ociekam zajebistością i też drę mordę. W wielkim skrócie – tak żyję do dnia dzisiejszego. Tego, co działo się po drodze nie sposób ująć w jednym wpisie. Jedno jest pewne – było kolorowo. Wciąż mam przekonanie, że najlepsze przede mną.

Z tej okazji – pewnie niejedyne takie – uzewnętrznienie. 26 wcale wstydliwych ciekawostek o mnie. Przynajmniej o połowie nie mieliście pojęcia. Rozgośćcie się w moim życiu na dłużej. Tylko dzieci, to lepiej pod opieką dorosłych.

1. To chyba najciężej mi wytłumaczyć. Kiedy myślę, mówię, lub czytam np. jakieś słowo, to w mojej głowie od razu widzę barwę. Można zrozumieć, że każdemu pora roku kojarzy się z jakimś kolorem. To oczywiste. Tego uczą nas w szkole. Bezwiednie czytamy opisy, które w naszej głowie zostają i tworzą naturalne skojarzenia. Zanim jednak poszłam do szkoły WIDZIAŁAM, że poniedziałek jest żółty, wtorek – brązowy, środa – biała, czwartek – niebieskawy, piątek – szary, sobota – różowa (chociaż to bardziej buraczany), niedziela – czerwona (ale stonowana). W dzieciństwie w pewnej książce przeczytałam o zjawisku synestezji. I trochę się zdziwiłam, gdy wyszło na to, że nie każdy tak ma! A mi nikt nie mówił, że słowa nie mają kolorów. Jako dziecko narysowałam dni tygodnia – czujesz to?
Ogólnie jest to fajne, chociaż gubię się przez to czytając książki. Za bardzo skupiam się na słowie – barwie – i lecę skojarzeniami niezamieszczonymi w tekście. Czasem czuję się tylko oszukana, bo jako samozwańczy synestetyk – nie stwierdzam u siebie niezwykłych zdolności.

2. Miałam ogromne problemy z nauką czytania. Jeszcze pod koniec pierwszej klasy łatwiej było mi sylabizować niż czytać całe wyrazy – zdania. Przez to, że mama i cały świat cisnął: MUSISZ CZYTAĆ – czytanie na jakiś czas znienawidziłam. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jako studia wybrałam filologię polską z edukacją medialną i dziennikarską. Przyznam, że lektury było tam sporo. Czytam, ale raczej te pozycje, które sama wybieram. Także przepraszam wszystkie obowiązkowe książki! Do ciekawych jeszcze wrócę!

3. Za każdym razem, gdy w tekście używam wyrazu „zdążyć” mam problem. Nawet teraz musiałam sprawdzić jego pisownię.

4. Lubię ironię i poczucie humoru (można to łączyć, ale to nie zawsze oznacza to samo). Pewnie stąd wzięła się moja miłość do dobrych stand-upów i roastów. Ze smakiem i wyczuciem. Zatroskani o moją przyszłość pytali, czy nie lepiej żebym zmieniła trochę styl bycia. Mówili, że nie znajdę chłopaka. Wybrałam bycie sobą.  Mąż jest – tylko jego rodzina jakby zmartwiona, czy dobrze wybrał.

5. Marzę o napisaniu książki. Zaczęłam już kilkanaście różnych rozdziałów. Ale jakoś tak zawsze dochodzę do wniosku, że nie mam nic do opowiedzenia. W sumie fotel nie ten, monitor jakoś za wysoko – gwiazdorzenie to mi jednak wychodzi.

6. Uwielbiam długo spać. Zresztą spanie to dla mnie czynność, bez której gorzej funkcjonuję.

7. Przeklinam. Staram się nad tym pracować. No, ale jak Ci kurła mówią, że  inteligentni ludzie przeklinają… to co? Akurat przeklinać też trzeba umieć. To trudna sztuka.

8. Wstydzę się pisać, ale piszę. I z posta na post mniej się przejmuję, że może sobie ktoś o mnie źle pomyśleć. Uczę się z tym żyć. Jestem sobą.

9. Mam już trzy chrześnice. Bardzo się z tego cieszę. Najbardziej z tego, że wszystkie są charakterne.

10. Nie lubię majtkowego różu. Tego jasnego takiego, bladego. Oczojebny też nie wchodzi w grę. Pudrowy to już kobiecość. Pink power też spoko.

11. Bardzo lubię śpiewać. Układać swoje piosenki. Nie zawsze te takie z przesłaniem. Nawet myślałam, że umiem śpiewać. Do wczoraj. Póki mój dwulatek nie miał ze mnie beki.

12. Podziwiam ludzi – szczególnie za wyobraźnię. Osiedlowe plotkary, to mogłyby akurat książki pisać. Historie na zawołanie. W wieku 16 lat starszyzna plemienna, zdawać by się mogło, wiedziała więcej o moim życiu seksualnym niż ja. Nie uwierzyli, że to moja mama urodziła dziecko. A z Tobą 10-letni szczylu jeszcze się rozliczę.

13. W sumie dobrze mieć takiego młodszego brata. Czuję, że mogę się od niego dużo nauczyć. Chociaż trzeba przeżyć, że jego koledzy mówią do mnie dzień dobry, a nie cześć. Dobrze jak w ogóle coś mówią. Haha.

14. Lubię rozmawiać z ludźmi. Tylko to też nie oznacza, że zawsze i ze wszystkimi. Generalnie wychodzę z założenia, że każdy ma coś ciekawego do powiedzenia. Podróżowanie zaczyna się tam, gdzie stoi drugi człowiek.

15. Nie lubię, gdy ktoś wtrąca się w moje małżeństwo z „dobrymi radami”. Szczególnie jeśli sam w małżeństwie nie jest. Rozumiem, jeśli ktoś się martwi – to można wyczuć. Ale czasem mam wrażenie, że nie radzimy sobie ze swoimi własnymi radami, a co dopiero z radami innych ludzi. Więc nie dokładaj.

16. Nie lubię pisać felietonów itp. Wolę rozmawiać z ludźmi. Obserwować ich. Skupiać się na detalach. Jeżeli mam zająć stanowisko (to daję radę), ale jest mi bardzo ciężko. Zawsze myślę, że za mało wiem o świecie. Taki kompleks.

17. Czas mojego pierwszego wywiadu, to trzecia klasa podstawówki. W szkole mieliśmy spotkanie z panem podróżnikiem Władysławem Grodeckim. Nie pamiętam, jak to się stało, że wcześniej usiadłam z mamą i zaczęłam spisywać pytania. Pamiętam, że zeszyt był w szerokie linie. Były też miejsca na odpowiedzi. I zadawałam te swoje pytania. Po prelekcji zostałam – bo pytania mi się jeszcze nie skończyły. Byłam ciekawa, czy podróżnik ma jakiś talizman. Chyba powiedział, że nie, ale da mi coś, co będzie moim talizmanem. Spławił mnie pamiątkową pieczątką w zeszycie. Mega wspominam to spotkanie!

18. W 2009 roku napisałam do siebie list. Ostatnio go przeczytałam.I trochę jestem w szoku, że tak dorośle myślałam. Jest jeszcze opcja, że od tego czasu po prostu nie zmądrzałam i dlatego list wydaje się być aktualny.

19. Na czwartym roku studiów sprzedawałam czapki w Krakowie na ul. Grodzkiej. Nic nadzwyczajnego. Ale to kogo tam spotkałam i co się działo, to wszystko zasługuje na osobny rozdział. Fakt, że w roku, w którym wychodzić miałam za mąż spaliłam sobie rzęsy i brwi (grzejąc się nad butlą z gazem), że atmosfera to była nie do końca przewidywalna… i jak bardzo nauczyłam się tam życia. Stałam w wejściu do kamienicy – w mega zimnie i jeszcze większym przeciągu. Nie mam żalu do pani T. – wiem, że musiała sobie radzić. Miała kilka lat do emerytury i mocny charakter. Hitem jednak było, to jak przyszedł raz gość, który znał „to stoisko” – bo chciał poznać osobę, która pracowała tu dłużej niż miesiąc. Tak. Chodziło o mnie.

20. Czwarty rok studiów i Współczesne Teorie Antropologiczne z panem Tomaszem B. to było coś. Dopóki nie musiałam zrobić referatu z koleżankami. Pamiętam, że jeszcze wtedy nie do końca dobrze mówiły po polsku. Omawiane zjawisko było dla mnie tak nowe, że w pewnej chwili nie dowierzałam, że takie rzeczy w świecie się dzieją. Obwieszczałyśmy reszcie grupy o zjawisku internetowym jakim jest vagelfie. Przepraszam, ale „selfie cipek” to taka adekwatna nazwa. I tak, żeśmy o tym wprost rozmawiali. Kulturalnie, bez śmiania.

21. W Bochni mieszkam od urodzenia. I raczej mam mocne, bocheńskie korzenie. To tak, gdyby przyszedł czas,że Bochnia się mnie będzie wstydzić.

22. Piszę wiersze. Efekty już znacie. Najlepiej w(y)chodzą fraszki.  Mogę Wam tylko współczuć. W drugiej liceum udało się załapać na szkolny tomik poezji. Pamiętam jak panie koordynatorki po przeczytaniu próbki tekstów powiedziały: „Nooo. Odważnie.” Ostatecznie obyło się bez cenzury.

23. Niektórzy twierdzą, że mam delikatnie skośne oczy. Czasem nawet ja to widzę. Pamiętam, jak na jednym ze szkoleń KSMu, podczas obiadu – w formie żartu of course – jeden z księży zauważył ten fakt. Powiedział, że musiałam być poczęta w wielkie święto Wietnamu. Leżę i płaczę do dzisiaj!

24. W wieku 24 lat zostałam mamą.

25. W podstawówce miałam bardzo brzydkie pismo. Pamiętam jak mama wyrywała mi kartki z zeszytu i musiałam pisać od nowa. Od nauczycielek słyszała, że trochę dramat. Ostatecznie odwagi i stylu dodał mi zeszyt w szerokie linie. Nie powiedziałabym jednak, że moje pismo jest teraz piękne. Jest duże i czytelne. I tak myślę, że ja po prostu wiedziałam, że zawsze będę pisać brzydko. If you know what I mean.

26. Jestem bardzo sentymentalna. Mam takie pudło z pamiątkami, listami, legitymacjami wstępu itd. To pudło jest niekwestionowanym sponsorem wpisu.

Rodzice kochali jak swoje. Dziadek często powtarzał, że musieli mnie podmienić w szpitalu. Ale jakoś wziął to na klatę. A co wyrosło? Ode mnie tyle. Jestem ciekawa, czy coś dorzucilibyście do listy! Śmieszne sytuacje, miłe wspomnienia? Pierwsze wrażenia po poznaniu? Tak wiem, to ostatnie nie wychodzi mi za dobrze.

Ja mogę powiedzieć tylko: PRZEPRASZAM ZA GRUDZIEŃ 92!

 

 

16 thoughts on “Przepraszam za grudzień ’92

  1. ad.1. Tak, tak, nie jesteś sama… moje poniedziałki są błękitne, marce czerwone, siódemki zielone, ale już 77 wpada w turkus. I niech mi ktoś powie, że to zaburzenie! Smutny i szary byłby świat ze wszystkimi słowami czarno na białym…

  2. Napiszę tak: ja tego nie przeczytałem. Ja to po prostu wciągnąłem 🙂 Mój faworyt to 14. Na fejsie żadna emotikona nie pasuje do tego tekstu. On wykracza poza wszelkie „szuflady”. Pozdrawiam Cię gorąco i dodam od siebie, że po pierwszym spotkaniu z Tobą pozostaje uczucie niezaspokojonej ciekawości Twoją Osobą. I to jest dobre.

    1. Dzięki. Twoje słowa są bardzo miłe. Jako dorosła kobieta przyjmuję wszystkie komplementy! Mam nadzieję, że tak dobrych, rodzinnych spotkań będzie więcej. Pozdrawiam ?

  3. O nie wierzę. To co tutaj piszesz to strasznie mi kogoś przypomina- dokładnie mnie ? W niektórych kwestiach oczywiście.
    Bez zmiennie uwielbiam i podziwiam ? ❤️

    PS Rób to co robisz, bo robisz to naprawdę dobrze! ?

  4. Dzień spędzony w większości z Tobą na ŚDM był i jest dla mnie niesamowity:) Dobrze było go „zmarnować” z takim dobrym Ziomkiem w wielkim świecie mediów, prowadzić rozmowy, często jechać po bandzie, nazywać rzeczy bez ogródek takie jakimi są. Niezastąpiony pokeball:D

  5. Zastanawiam się gdzie lepiej zostawiać komentarze, tu czy na Fb, więc dziś zostawię i tu i tu 🙂
    Świetny wpis – tak jak Twoje życie 🙂 Kolejne lata niech będą jeszcze piękniejsze, życzę Ci wysypiania się, napisania książki, bycia dalej sobą, zbierania wspomnienia, zostania mamą jeszcze parę razy 😉 , pisania tak jak Ci wygodnie, spotykania wspaniałych ludzi, miłości od 10-letniego brata, bycia szczęśliwą w małżeństwie, wielu okazji do śpiewu, generalnie… niech Ci się dobrze wiedzie :*

  6. Haha wpis świetny 😉 chętnie przeczytałaym te odważne fraszki z liceum xD
    Świetne podsumowanie jak zwykle przejrzyście i z idealna dozą humoru takiego specyficznego – Twojego 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *