Zanim to się wszystko zaczęło


paraparenting / wtorek, 17 marca, 2020

Poetyczna preambuła 

Dawno nie było tu znaku życia ode mnie. Od nas w zasadzie, bo skład nam się zmienił. Życie też się zmieniło, ale to jak każdemu. Emocje przyszły różne. NIESPODZIEWANE. No takie to życie.  Sama się zastanawiam, czy pisaniu jeszcze podołam. Bo w obliczu doświadczeń minionego roku (czyli 2019), to myśl nasuwa się jedna i sumienie, i serce zarazem podgryza. Czy człowiek to się zmienił? Czy z dystansem patrzy? Coś w życiu zrozumiał? Bo w obliczu historii, którą w sobie [ów człowiek – przyp.red.] niesie, czy jeszcze siebie sprzed tych wydarzeń pamięta. Trudno byłoby sprawdzić nie pisząc ni słowa. Tu zaznaczyć mogę jedynie, że historia osobistą będzie. W dużej mierze opisana, choć nie w całości zapewne. Bo niejednokrotnie ekran się rozmaże i łza spadnie na klawiaturę. To nic. To pęknie serce matki, jak pęka ich tysiące. Ale w całość się poskłada i kochać będzie mocniej. Może do życia Twojego historia nic nie wniesie. Może na przyszłość zrodzi refleksję. Mieszać się będą śmiech, płacz, beztroska – tudzież niezrozumienie. O ile uda się zamknąć emocje w regułach gramatycznych i pewnych błędach językowo – życiowych. A zacznie się zwyczajnie zupełnie. W osobnych postach rozpisana będzie.

Prolog

Wcale nie tak dawno i nie za siedmioma górami. Na siedmiu wzgórzach raczej – bo tak Bochnia położenie geograficzne w przydziale dostała. Na tej planecie, co to od słońca w kolejności trzecia. Toczy się życie spokojne. Już rzec można ustabilizowane. Z jednym dzieckiem i jednym mężem u boku. Moje życie w sensie. Bo o stabilności innych żyć (tudzież rzyć) wypowiadać się nie czuję godna. I tu nieskromnie o sobie opowieść zacznę. Wplatając moich dwóch małych bohaterów. Bez słów wzniosłych na początku, bo i na takie czas przyjdzie. Ja pokażę. A, że jakoś do powieści tych synów włączyć trzeba, bo bez nich to człowiek nie jest tym za kogo się podaje, to z grzeczności przeczytaj proszę wcześniej akapity o początku nowego życia. Życia macierzyńskiego i wszelkich prób, którym nie sprostałam. Albo i nie czytaj – wybór należy do Ciebie.

Blaski i cienie
Mój pierwszy miesiąc macierzyństwa
Kilka rzeczy, które pomogły mi te początki przetrwać

Zobrazowanie tonażu. Że grubo w sensie.

W stanie błogosławionym

W drugiej ciąży to wyglądałam jak dwie mnie, a to oznacza, że grubo. Brzuch już w połowie drugiego trymestru przysłaniał mi stopy. Spacerowanie męczyło, ale nie bardziej niż komplementy, że sporo przybrałam. Szczerze mówiąc jeśli już udało mi się gdzieś usiąść to miałam gdzieś, co o mnie mówią inni. Nawet jeśli zajmowałam całą ławkę. Takie te ławki teraz małe robią. Było słoneczne lato 2018. Gonienie za moim niespełna dwulatkiem w praktyce ( jakieś 30% przypadków) oznaczało raczej używanie zwrotów: Młodzieży wolniej! Czekaj na mamę! Tam nie wchodź! Nie dam rady! Ja tam nie wyjdę przecież! Skarbie może jutro! Następnym razem poprosimy tatę żeby z nami poszedł. Ale starałam się bardzo. Zbawieniem okazały się ścieżki spacerowe mało uczęszczane, gdzie osobnik wybiegać się mógł a energię upuściwszy – wieczorem zasypiał wcześniej. Dla matki oznaczało to tyle, że mogła położyć się nie spać też wcześniej, bo wiadomo jak to w ciąży z wygodą bywa. Poduszka-rogal średnio już pomagała, bo ów towarzysz – niespełna przypomnę dwuletni – w nocy jął zakradać się niepozornie. Matka rozczuliwszy się razu każdego przytulała pierworodnego. Nad ranem okazywało się jednak, że chodziło jeno o zagarnięcie przestrzeni. Tak jak tam, gdzie nas nie ma trawa jest bardziej zielona, tak tu, druga połowa łóżka jest zawsze wygodniejsza. Ja – matka cieszyłam się z tego jak głupia. A drugie dziecię pod sercem nosiwszy zastanawiałam jak to będzie nie spać wcale. Matczyna miłość kwitła.  

Jakby przeczucie

Razu pewnego wtoczyłam się, by Mać odwiedzić moją. Dzień to był tygodnia jakiś. Ale to się wtedy tak nie liczyło czasu – szczęśliwego człowieka udając. Ale czwartego tego piętra, na które wylazł to się ów człowiek doliczył jakoś. A może po prostu nie zapomniał, które to ściany dzieciństwo jego zapamiętały. I, że wysoko jakoś było od zawsze. I człowiek wysoko mierzyć musiał jak do ów domu dojść chciał.

Fotel znalazłszy, usiadłam bez zapowiedzi. Współpasażer akurat lekcje anatomii pobierał to i matce przypomniał, gdzie jej się żebro znajduje.  Żeby zapamiętała to trzy razy.

-Mamo – do swojej rodzicielki się zwracam –  mówię Ci z tym dzieckiem będzie coś nie tak. Mam takie przeczucie.
– Co nie tak?
-Nie wiem. Przy moim szczęściu to pewnie będzie miał wszystkie alergie, kolki, co tam jeszcze może być. Czuję, że dopiero da mi po dupie. Teraz to jest jeszcze nic – sobie rzuciłam mimochodem.

I tak jak w przypadki w życiu nie wierzę, ani w to, że sobie przepowiadam różne sytuacje. To jak babcie kocham, to już któryś raz, że nad takimi myślami rzucanymi mimochodem powinnam się zastanowić. Bo w nich często tkwi jakaś wskazówka dla mnie. 

Pierwszy wspólny poranek

Bliżej porodu

Człowiek – matka to jak pojedzony, to się nawet zastanawia, że jak dziecko się urodzi, to i ochrzcić trzeba (że chcę w sensie). I takie rodzinne spotkanie zorganizować, że fajnie by było. I myśli odpływają i się człowiek na tym łapie, że strój już obmyśla. A na to wszystko przychodzi życie i jak Cię przez łeb nie pierdolnie to się w dzień organizujesz. Ale najpierw trzeba urodzić i o tym za chwilę.  

Tak upływa ze wszystkimi typowymi objawami ta ciąża. Miesięcy dziewięć prawie. Bo w 39 skurczy dostaję. Siedzę w domu i jak debil se te skurcze liczę. No i niby się nasilają, ale ból dla mnie żaden. I się zastanawiam, czy te skurcze adekwatne (to już?), czy człowiek tyle przeszedł w życiu, że mało go rusza. Pakujemy pierworodnego i do dziadków po drodze. Jeszcze teściów odwiedzam i myślę, że to chyba niedługo. Ruszamy. No i się tym razem tacie nie upiecze, bo osobiście mnie na tę porodówkę wiezie. A tam mówią, że Pani rodzi. Jakbym wiedziała, to przyjechałabym wcześniej. Myśli tysiące. 

I w windzie jeszcze do męża urocza pielęgniarka mówi, że spokojnie, jak Pan czuje, że nie da rady to Pan z nami nie jedzie. Nie potrzebujemy się zajmować jeszcze Panem. I z myśli tysiąca, moja jedna, na skurczu się wyłania: Jakie kurwa, nie da rady!!!

Szczegóły porodu pozostawię sobie. W razie czego w ojca pamięci na pewno jeszcze są. Można podpytać. Generalnie krwi dużo. Na pępowinie dwa węzły. Człowiek to jakby nie do końca jest sobą. Wiele rzeczy, które tam się wykrzykuje to jakby nie do końca konsekwencją (nie)wychowania są. Za wszystkie te oznaki przepraszam, to trochę życie jakby na mnie w tamtej chwili wymusiło. Tak było nie kłamię.

Maksymilian

Potem wiozą nas na salę, że możemy być już razem z dzieciątkiem. Ja w sensie i nowo narodzony. I byczek ów przytula się. I spokojny jakiś taki. Ja to się na początku cieszę, choć myśl taka, że PRZECIEŻ MI SIĘ NIE MOGŁO URODZIĆ TAKIE SPOKOJNE DZIECKO!!! Na pewno coś jest nie tak. Wtedy jeszcze nie było. Albo raczej było tylko nikt nie wiedział… I ja Ci mówię z miejsca swojego – jak w pierwszą noc po porodzie jesteś w miarę wyspana, chociaż dziecko było obok – to wiedz, że coś się dzieje! A tak poważnie. Intuicja jeśli nie daje Ci spokoju, to ma jakiś powód. Czasem może być błahy. Ale jednak. Mój powód do delikatnego niepokoju i zastanowienia się był dość spory. Ale nie oszukujmy się, to było moje drugie dziecko więc już trochę wiedziałam, że lekko nie będzie. Ale z drugiej strony. Jak ja bardzo czekałam na drugie dzieciątko. Obiecałam sobie, że jak wrócimy do domu to będziemy się tulić. I niestety, to zostało mi tak brutalnie zabrane.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *