Początki macierzyństwa


paraparenting / piątek, Czerwiec 15th, 2018

Blaski i cienie. Ot, niecałe karmienie

Pamiętam jak dziś. Tak pięknie już zasypiał w swoim łóżeczku. Czasem coś tam pogadał. Pośmialiśmy się. Poczytaliśmy. Tysiąc razy żebrał o wodę. I ja mu ją podawałam. Ale w końcu zasypiał. Byłam taka dumna, że udało nam się w tej kwestii wypracować kompromis. Miałam chwilę dla siebie. Mogłam się szybko ogarnąć i potem znów wrócić na karmienie. Zmienił się jedynie tryb – na nocny. Wtedy trzeba było wstawać jedynie siedem razy. Po pół roku zlitował się. Zmniejszył liczbę pobudek do pięciu.

Pomyśleć, że cała ta męczarnia przez to, że człowiek tak wygodnie karmił piersią. Przepraszam, ale jak słyszę, że KARMIENIE PIERSIĄ JEST TAKIE WYGODNE to mam ochotę uciec. Zawsze myślałam, że to ze mną jest coś nie tak. że nie umiałam dobrze wykorzystać tego daru od losu. Bo ja nie czułam wygody. Dla mnie to była walka z samą sobą. Nieraz targały mną sprzeczne emocje. Wiedziałam, że jestem potrzebna, że to buduje naszą piękna relację, ale z drugiej byłam dość mocno – co tu dużo mówić – byłam ograniczona. Czasem ciężko mi było usiedzieć 1,5 godziny na miejscu. Tak wiem, że zdarzają się takie dzieci, które po 10 minutach karmienia można odłożyć. Owszem zdarzają. Tylko komu i dlaczego nie mnie? W towarzystwie czułam się jednym wielkim cycem. Wtedy każdy był specjalistą. Na wszystko było jedno lekarstwo. Mleko. Owszem wiedziałam, że to najlepsze co mogę dać mojemu dziecku, ale też nie od razu było to dla mnie tak oczywiste.

Naturalne, nie znaczy łatwe i oczywiste

Gdy w czasie ciąży ktoś pytał czy będę karmić piersią – zawsze czułam, że wchodzi w moją intymność. Nagle czułam się taka naga. Zażenowana? Niezręcznie było mi o tym mówić. Coś w środku jeszcze pytało, czy na pewno dam radę. Nie wiedziałam. Do momentu porodu nie było to dla mnie, aż tak oczywiste. Wiedziałam, że chcę. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Cały czas w mojej głowie było to jak odległe zdarzenie. Zastanawiałam się, czy będę dobra matką. W sensie dalej się zastanawiam.

Nagle stoisz w takim momencie, którego nie rozumiesz. Żebyś chociaż mogła usiąść. W zasadzie to zaraz leżysz. Totalnie nie wiesz, co się z Tobą dzieje. Coś próbuje Cię rozerwać! I to w sekundzie! Nagle słowa: RODZIŁA SIŁAMI NATURY nabierają sensu. Własnymi siłami nie dałabyś rady. Zastanawiasz się, gdzie jest Twój mąż. Zemdlał? Jedzie? Wokół Ciebie biegają jacyś ludzie. Krzyczą coś, że trzeba przeć. Boli Cię wszystko, a nawet więcej. Nie ma w tym żadnej poezji.

Wreszcie pokazują Ci Twoją latorośl. Gdy już krzyknie zmienia się wszystko. Świat wywraca się do góry nogami. Od tego momentu jesteś na maksa odpowiedzialna. Za wszystko. Pomimo, że sama uczysz się małego człowieka to jedynie Ty jesteś w stanie uspokoić go. I nagle typ, który nie otworzył jeszcze oczu zarządza Twoim czasem. Ale Tobie wcale to nie przeszkadza.

10 thoughts on “Początki macierzyństwa

  1. A ja lubilam karmic. Balagan w domu i brak obiadu dla meza mialam gleboko w powazaniu. Maz dorosly to pomysli o sobie. Z glodu nie umrze. Ja musialam myslec za dwoje.

    1. Karmić też lubiłam. Ale tak jak mówię, róznie bywało? A z tym mężem to święta racja!? i z myśleniem za dwoje się zgadzam.

    2. Dla mnie od początku ciąży było oczywiste, że będę karmić piersia, widziałam w tym magię. W głowie miałam obrazki szczesliwej mamy z wtulającym się w nią dzieckiem. Życie jak zwykle postanowiło postawić mnie do pionu i po miesięcznej walce, na śmierć i życie, mały wampiro-gryzoń mnie pokonał. Wtedy na rok moim najlepszym przyjacielem stał się buczacy laktator. ?

      1. Przewrotne to życie! Dla tego szacuneczek ❤
        PS. Określenie wampiro-gryzoń ? mistrzowskie i jak sobie przypomnę ten zas to adekwatne ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *