Creative writing – jak rozbudzić w sobie pasję do pisania


Poezja PANY! / czwartek, Marzec 14th, 2019

Moje docendo discimus

Siedzę w sali wykładowej. Jestem sama. Czuję jak uderza we mnie fala gorąca. Przede mną tylko puste krzesła. Za oknem mokry listopad. Za drzwiami słyszę stłumione głosy. Otwieram – nikt na mnie nie czeka. Wracam. Zerkam znów na te puste krzesła. Wszyscy powinni być już 10 minut temu. Zły sen myślę. No tak, ale tym razem nie mój – studentów.

Powrót na uczelnię w charakterze prowadzącego zajęcia niewątpliwie był stresujący. Ale dał nowe doświadczenia i przede wszystkim odwagę.  Z pewnością pierwszych zajęć nie można nazwać popisowymi. Trzeba przyznać, że bałam się bardziej niż oni. Kilka lat młodsi koledzy tak naprawdę. Zamysłem naszych spotkań creative writing było stworzenie bloga i zamieszczanie na nim swoich myśli ulotnych. Dobra zabawa i przy okazji sposób na poznanie własnych możliwości. Również ograniczeń. Zazwyczaj czasowych. Ale jakoś to ruszyło. Udało się wyłowić kilka talentów.

Myślę, też, że to pozwoliło mi lepiej przygotować do mojego własnego pisania. Pisania, które dopiero staje się kreatywne. Wracając wspomnieniami – polonistyka w Tarnowie to czas płodności poetyckiej.  Zdarzyła się i proza. Jeśli dotrwacie do końca, to mam dla Was niespodziankę. Dzisiaj jestem tu by zachęcić do pisania. Przede wszystkim siebie, ale być może właśnie kilka moich doświadczeń zainspiruje też Ciebie. Jeśli spróbujesz – zauważysz, że pisanie daje sporo radości. A ćwiczenia owocują.

Poniżej kilka trików, które sprawiają, że moje pisanie idzie w dobrym kierunku. Przynajmniej  ja sobie to tak tłumaczę.

Trzeba zacząć

Żeby zacząć pisać trzeba… po prostu zacząć pisać. Tautologizm jakich wiele. Ale właśnie w tym, że zapoczątkujemy tę czynność kryje się wielka moc. Warto wypracować w sobie taki nawyk. Żeby rzeczywiście zasiadać przed pustą kartką i dać upust swoim emocjom. To też bardzo oczyszczające zajęcie. W takim chaosie i pozornym bezsensie często rodzą się pomysły. Ty i kartka – na taki romans pozwolić może sobie każdy.

Też sobie często pozwalam. A co!  Nie będę jednak ściemniać, że codziennie po przebudzeniu – zanim jeszcze słońce uraczy mię swym ciepłem – zarzucam mięsistym słowem do sekretnika. Myśli suną nieugięte. Jeszcze zanim świeża rosa muśnie ramiona delikatnością. W popłochu tworzę skandaliczne erosy i otaczam się miękką naleciałością słów. No nie. Raczej jeb w głowę: Maaaaaamaaa! – krzyczy mój dwulatek. Przez jedną powiekę widzę jak jego palec zbliża się w okolice nosa. Moje poranki – po nocach mocno nieprzespanych – mają mało wspólnego z miracle morning. To nie znaczy, że się nie nadaję. Chociaż dla Was pewnie znaczy. Cóż – podjęłam pewną drogę. I jeszcze z niej nie schodzę.W tym wypadku stosuję zasadę małych kroków. Bardzo małych. Mikrokroków rzekłabym. Staram się codziennie w wolnej chwili napisać chociażby jedną sentencję. Albo nagrać się na telefonie.

Poznaj(ę) czytelników

Wyobrażam Was sobie codziennie. Nie ma co ukrywać: teksty powstają z myślą o konkretnych czytelnikach. Moi ociekają sarkazmem, ale jest im z tym dobrze. Macie poczucie humoru. Szybko łapiecie aluzje – inaczej męczylibyście się tutaj – prawda? Jest miło, gdy mogę poznać Was bliżej. Niezmiernie cieszy mnie, że tu zaglądacie. To dodaje skrzydeł. Zachęcam do tego, żeby w komentarzu napisać kilka słów o sobie, zostawić ślad. Może macie cenną wskazówkę – coś co zainspiruje do dalszego rozwoju. Niektórzy z Was również cieszą się z tego, że piszę. Dajecie mi o tym znać. W sumie jest nas osiem osób.

Pisz(ę) prosto

No staram się przecież. Ten proceder będzie trwał i trwał. I tak piszę już lepsze teksty niż kilka lat temu. Za każdym razem, gdy wracam do starego wpisu widzę ile rzeczy mogłabym zrobić lepiej. W zasadzie to wszystko. O ten progres chodzi.

Gdy mam problem z tzw. ekonomią tekstu podpieram się ciekawą aplikacją JASNOPIS  Wrzucam swój tekst i czekam na wskazówki odnośnie jego długości, zawiłości itp. Czasem trudno rozstać się z jakimś słowem lub sformułowaniem. Spokojnie, ostatnie zdanie nie należy do aplikacji. Dzięki temu udaje się jednak wychwycić kilka rzeczy do poprawy. Najczęściej lecą wtedy niepotrzebne i niezrozumiałe słowa. Długie zdania tracą swoje moce przerobowe. Algorytmy nie powinny decydować o naszym życiu. I tak już bardzo się wtrącają. Ale cóż – bez SEO jestem jeszcze taka samotna. Gdzieś w tym wszystkim musi się jeszcze znaleźć miejsce na mój własny styl.

Czytuj(ę) innych

Dosłownie. Ważne, żeby móc się czymś zainspirować. Wciąż na nowo wyrabiać w sobie pewnego rodzaju wrażliwość. Jeśli jesteś tym, co jesz – jesteś też poniekąd tym, co przeczytałeś. Dla każdego kto tak jak ja uczy się kreatywnego pisania polecam zaglądnąć tutaj: Miasto Literatury. Druga sprawa to karty nauki (fiszki) Artura Jabłońskiego – Jak pisać, żeby czytali. Na razie jestem na etapie – JAK PISAĆ. Na etap – ŻEBY CZYTALI mam nadzieję przyjdzie jeszcze czas.

Dla rozluźnienia i po prostu dla siebie czytam książki. Rodzaju różnego. Albo raczej przy dziecku – staram się. Czasem wpadną też jakieś audiobooki. Aktualnie na tapecie dwie książki: Pomsta Krystiana Janika oraz  Wielki ogarniacz życia Pani Bukowej.

Z Krystianem jest tak, że jaram się podwójnie, bo to gość, którego dane mi było poznać. Powieść zapowiada się mrocznie, ale jest w pewnym sensie o Tarnowie. A z nim wiąże się wiele wspaniałych wspomnień. Pani Bukowa. No cóż. Jeszcze nie ogarniam życia. Jestem w trakcie – w zasadzie czyta się samo.

Nie czekam na wenę. Działam

Przez te kilka lat nauczyłam się, że weny się nie szuka. Ma się ją w sobie. Ona ujawnia się w momencie, kiedy zaczynam pisać. Motywacja też nie istnieje. To trochę strata czasu. Trzeba po prostu wziąć się do roboty. Inspiracja to całkiem coś innego. Najlepsze pomysły przychodzą w czasie rozmowy z ludźmi. Nikt nie wymyśla lepszych historii niż życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś to właśnie Ty je spisał.

W pisaniu o to chodzi, żeby przyjąć pewne wskazówki, ale też przede wszystkim żeby być sobą. Cieszę się, że tutaj mogę pisać od serca i robię to. Wbrew bezwzględnym wyszukiwarkom.

O własnej książce mogę jeszcze pomarzyć. Ale jak wyżej napisałam miło wspominam czasy studiów w Tarnowie. Wszystkich kolegów ze szkolnej (studyjnej?) ławki pozdrawiam serdecznie. Cieplej robi się na serduchu. Ze względu na poukładane i piękne życia nie oznaczę Was w postach – ale wiedzcie, że czasem o Was myślę!

Teraz coś dla Was Drodzy, którzy wytrwaliście do końca. Może to szaleństwo, ale przygotowałam dla Was opowiadania. Krótkie i bardzo mocno inspirowane dekadentyzmem. Takie były wtedy czasy. Koniecznie napiszcie kilka słów po przeczytaniu!

Kamila Kaczmarczyk, Non legitur litteram

12 thoughts on “Creative writing – jak rozbudzić w sobie pasję do pisania

  1. Rozwijamy się nieustannie. Jak spoglądam na moje pierwsze zdjęcia, to cieszę się, że już takich nie robię. Cóż w pisaniu niestety nie poczyniłam takich postępów.

  2. Twój artykuł przypomniał mi czasy szkoły podstawowej. Pamiętam jak tematem jednej z prac klasowych na języku polskim, było napisanie własnej, wymyślonej historii. Do dzisiaj pamiętam jak popłynąłem w pisaniu tej historii i jak się później cieszyłem, że w ogóle coś takiego mi się udało. Nie mam już nigdzie tej historii, ale do dzisiaj pamiętam o czym była :).

    1. Dobre wspomnienie 🙂 Co, ciekawe mam bardzo podobne – właśnie też z podstawówki. 🙂 Zbijam wirtualna piątkę!

  3. u mnie jest tak, że jak muszę napisać to siadam i piszę (bo np post sponsorowany) a czasami jak mam wenę to ciach pyk i jest super, tekst 🙂

  4. Kreatywne pisanie to tak naprawdę ciężki kawałek chleba. Ależ jaki on może być pyszny, kiedy wytworzymy piękne dzieło- gruba skibka świeżego chleba z grubą warstwą masła, pyszną szyneczką i pomidorem <3 Mi bardzo pomaga czytanie innych, oglądanie- wprowadzanie wskazówek ludzi w moje pisanie i ćwiczenie, ćwieczenieee warsztatu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *