Sposób na wiosenne porządki


Sfera życia / niedziela, Marzec 10th, 2019

Od urodzenia zbierasz doświadczenie. Wpajają Ci pewne zasady. Kierujesz się nimi w życiu. Masz poczucie, że dostałaś niepełną instrukcję albo, że wersja mało zaktualizowana. Może Tobie też zajęło prawie 20 lat zrozumienie, co jest najważniejsze. To wszystko układa się w logiczną całość – taką, która daje Ci spokój. Sprzątanie? Bynajmniej.

Zauważam, że wiele z tego co wypracowuję sobie przez całe życie zawiera się w jednym słowie – minimalizm. Dzisiaj chciałabym Cię zaprosić do tego świata, w którym powoli w wygodnym fotelu zasiada właśnie to zjawisko. Chociaż może nie zasiada – bo jednak trzeba działać. Jest trochę do zrobienia, ale okazuje się, że każdy mały krok przynosi pewnego rodzaju oczyszczenie. Wiosenne porządki czas zacząć.

Mogę wypowiedzieć się jedynie za siebie. Chętnie opowiem, czego uczy mnie minimalizm i porządkowanie świata. Spory wpływ ma na to też poezja. Może dlatego lubię (i piszę) fraszki. One się w tańcu nie pierdolą. Zwięzłą treścią przecinają skorupę rzeczywistości. Nagle okazuje się, że jesteśmy małymi, płaczącymi gołodupcami, którzy potrzebują przytulenia.

Chodzi o to, żeby podejmować świadome decyzje. Robienie błędów też wpisane jest w ten proces. Budowanie trwałego szczęścia to wybór. Twój wybór. Co jest szczęściem? Ta definicja zmienia się wraz z wiekiem i doświadczeniami. Dzisiaj odpowiem, że jest to brak poważnych zmartwień. Spokojne życie. Zdrowie najbliższych. Dzięki temu, suma drobnostek codziennego życia potrafi dać światło w tunelu. Tak jest właśnie teraz, w moim życiu.

Czy minimalizm jest dla wszystkich? Nie wiem, ale ja nie jestem wszyscy. Znów mogę mówić tylko za siebie. Ale pewnie nie – inaczej byłoby trochę nudno na świecie. Upraszczanie życia jest bardzo elastycznym pojęciem – przede wszystkim procesem. W książce Katarzyny Kędzierskiej z simplicite.pl (gorąco polecam tego bloga – jest kopalnią inspiracji i zbiorem ogromnego doświadczenia w dziedzinie prostego, wartościowego życia), możemy przeczytać o 12 działaniach (według profesor Sonji Lyubomirsky’ej), które są ważne jeśli chodzi o budowanie własnego szczęścia. Wcale nie musisz wdrażać od razu całej dwunastki, żeby to poczuć. Każdy może dopasować to do własnych potrzeb.

Rzeczywiście tak jest. U siebie zauważam 5 takich działań. Co najlepsze wiele z nich podjęłam zanim jeszcze przeczytałam o tym u Kasi. Nie trzeba bać się ogromnych zmian – właśnie dlatego, że one nie są ogromne. Są stopniowe, ale mają realny wpływ na to, co się wokół nas dzieje. Na to, co się dzieje z nami samymi. To wcale nie oznacza, że od teraz mam w domu tylko puste ściany.

Wyrażanie wdzięczności

Dla mnie to po prostu taka chwila w ciągu dnia (czasem tygodnia), w której siadam i myślę nad tym, co już mam. Doceniam to. Chyba zacznę to spisywać. Wtedy na koniec miesiąca a potem roku – mam listę wspaniałych rzeczy, których po prostu doświadczam. Czasami wystarczy przeczytać książkę, wysłuchać podcastu, odkryć ciekawe miejsce w mieście. Póki co wrzucam luźne karteczki i przemyślenia do słoika.

Bardzo łatwo jest wyznaczać sobie nowe cele i widzieć, czego się jeszcze nie ma. Dwie minuty potrafią uzmysłowić, jak dużo już masz i jak wiele w życiu zrobiłeś. Żeby było jasne trzeba wyznaczać sobie cele. Ważne jest jednak, żeby robić też to, co naprawdę wciąga i cieszy. Realizuję cele, ale to są moje cele. Dzięki temu stałam się mniej znerwicowana.

Religijność – duchowość

W moim przypadku wyrażanie wdzięczności mogę połączyć też z religijnością. Wiem jak ckliwie to brzmi, ale 5 minut modlitwy – medytacji  i bycie sam na sam ze sobą działają cuda. Uwierz, że o takie cuda w życiu chodzi. Podchodząc do sprawy całościowo powinnam raczej określić ten obszar życia jako duchowość, nie tylko religijność. Można się śmiać, ale każdy potrzebuje absolutu. Czasem ludzie nie wierzą absolutnie w nic. To jest już – uważam – smutne. Z drugiej strony podziwiam, bo ja tak nie potrafię.

Staram się w życiu zatrzymać. Odnaleźć siebie wśród kolekcjonowanych pamiątek, wspomnień, urazów. Świadomie wybieram i odrzucam, to co zabiera mi oddech. Zdaję sobie sprawę z tego jak górnolotnie to wybrzmiewa. Jednak te małe postoje potrafią pokazać, jak wiele szczęścia umyka między codziennymi sprawami. Szczęścia, które jest na wyciągnięcie naszej ręki.

Można też zadać pytanie, czy człowiek ma w ogóle duchowość. Ale dowiedzieć się, że jestem tylko biologicznym uwarunkowaniem, być może błędem mikroklimatu planety Ziemia, wypadkową zderzeń asteroidów… To nie – kurwa – dla mnie. Pozwólcie mi wierzyć w mój absolut. I totalnie nie oceniajcie. Ja tego nie robię. Każdy ma prawo do własnej duchowości. Staram się nie oceniać drugiego człowieka. Nigdy tylko nie zrozumiem religii, która pozwala na to, by drugiemu człowiekowi działa się krzywda. Moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność i godność drugiego człowieka. Mama zawsze mi powtarzała – nie musisz wszystkich kochać, ale masz ich szanować. Takie wychowanie i kilka kompletów pościeli  wyniosłam z rodzinnego domu.

Zacieśnianie więzów międzyludzkich

Minimalizm mówi o tym, żeby wsłuchać się w swoje potrzeby. To dobry sposób, żeby poznać samego siebie. Obserwacja. I tutaj jest mały haczyk: wsłuchać się w potrzeby a nie wciąż je kreować. W tym przypadku warto inspirować się konkretnymi ludźmi. Uprawiać tzw. przejmowanie zachowań od ludzi szczęśliwych. W mojej praktyce oznacza to, że lubię na swojej drodze spotykać ludzi, którzy podobnie jak ja nad swoim własnym szczęściem pracują.

Staram się unikać ludzi, którzy są chronicznie zmęczeni i niezadowoleni z życia. Żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał. Cieszy mnie przebywanie wśród zwykłych ludzi. Każdy może być inspirujący. Dla mnie ważne jest, że ktoś potrafi się cieszyć z życia. Szukać pozytywów. Wyciągać wnioski. Marudzenie – niech będzie –  ale sporadyczne i dla upuszczenia pewnych emocji. Nigdy dla sportu. Nie musisz przyciągać mnie do siebie niesamowitymi opowieściami – proszę Cię! Ja aktualnie zmieniam pieluchy i spaceruję z dziećmi. Czasem wszystko leci mi z rąk. Nieudolnie prowadzę bloga, ale jestem. Cieszę się z tego tu i teraz. Pyskuję w mało gustownym stylu.

Lubię wyskoczyć na kawę albo spotkać się na kawie w domu. To, że nie wiszę z Tobą 40 minut dziennie na telefonie – nie znaczy, że Cię nie lubię (albo w takim razie nie lubię wszystkich jednakowo). Dla mnie takie gadanie o niczym to trochę marnowanie czasu. Wolę wybrać się na kawę albo długi spacer. Jakoś wtedy lepiej klei mi się rozmowa. A i ruch wskazany. Wtedy dostrzegam więcej rzeczy. Czuję, że jestem z kimś blisko. Doświadczam świata.   

Przyjdź jeśli masz problem. Ale nie wymagaj ode mnie, że ja coś z tym zrobię. Jeżeli tkwisz w trudnej sytuacji życiowej, ale Ci to pasuje – to ja niestety nie będę w tym miejscu siedzieć z Tobą. Pomagam każdemu, kto potrzebuje (w sensie najbliższym, którzy tego chcą). Są tacy, którzy nie chcą pomocy. Potrzebują jedynie uwagi. To niestety zabiera mój czas i emocje, które w szczególności chciałabym stymulować pozytywnie. Nie potrafię się odciąć grubą kreską od takich osób. Zdaję sobie sprawę, że to dość toksyczne znajomości. Zawsze wydawało mi się, że jeżeli ktoś zwraca się właśnie do mnie, to właśnie ja i tylko ja muszę coś z tym zrobić. No i tu się okazuje, że to nie do końca prawda. Uważam, że każdy potrzebuje czasu, żeby coś zauważyć i zmienić. Z  jego upływem każdy też wyczuwa takie jednostki. Tylko nie każdy chce coś z tym zrobić.

Oczyszczanie relacji

Otaczam się roślinami i dobrymi ludźmi. Świadomie rezygnuję ze znajomości, które mówią, że coś MUSZĘ. Jeśli ja tak nie czuję, jeśli mnie to nie pociąga, to staram się odpuścić. Wyciszyć się, usunąć w cień. Przyznaję, że dopiero przy drugiej ciąży bardziej świadomie podchodzę do macierzyństwa. Wiem jak wiele się zmienia. Wiem ile umyka. Czekam na to, co przede mną. Potomstwo to pewne priorytety. To brzmi jak zniewolenie. Może na początku rzeczywiście tak to odbierałam. Teraz widzę, że to również proces, swego rodzaju nauka życia – tylko w innym wymiarze. Już tak nie spieszę się do pracy. Może jak zacznę po 30-tce to nikomu świat się nie zawali. Nie znaczy, że przepadłam i jestem tylko madką. Oczywiście mam swoje potrzeby, pomysły, kilka projektów do zrealizowania, ale teraz najważniejszy jest dla mnie ten jeden: RODZINA. On zawsze będzie ważny, ale też zdaję sobie sprawę, że za kilka lat ta matka, to już nie będzie tak bardzo potrzebna. Pewnie nawet nie będzie za dziećmi nadążać. Może nawet się wyśpi. Usiądzie spokojnie przy wymarzonym stole i nie zapomni, że pół godziny temu zrobiła sobie kawę.

Posiadanie potomstwa weryfikuje wiele znajomości. To naturalne. Nie uważam, że złośliwe. Po prostu czasem ciężko zrozumieć drugą stronę. Nie dam sobie tylko wmówić, że jak mam dzieci to mam gorsze życie od Ciebie. Nie próbuj tego robić. Pozwól po prostu być sobą. Nie stawiaj się w mojej sytuacji.

Możesz mówić, że jestem leniwa, bo powinnam zapisać dziecko do żłobka i wziąć się za robotę. Mogłabym. Mogłabym też się na Ciebie zdenerwować. Nie zrobię tego. Widzę Twoje smutne oczy. Widzę Twoje serce, które usłyszało, że na razie nie możesz mieć dzieci. Kilka takich rozmów naprawdę sprawiło, że jeszcze bardziej doceniam to, co mam. Myślę, że tych kilka rozmów pozwoli mi nie zwariować. Jesienią. Samej. Z dwójka chorych dzieci. W czterech ścianach. Z mała ilością światła słonecznego.

Każdy ma inne priorytety. Uwierz, że myślenie zmienia się po urodzeniu dziecka. To dzieje się naturalnie. Jeśli możesz – to chcesz poświęcić mu jak najwięcej czasu. Zazdroszczę Ci niezależności, czystych nieobrzyganych ubrań, że możesz pojechać na wakacje do ciepłych krajów. Godzinami łazisz po sklepie i szukasz idealnego bikini. Ja w swoje się nawet nie zmieszczę (dobraa… nigdy się nie mieściłam w żadne bikini) A potem podbiega do mnie moje dziecko. To samo, które pięć minut temu zrobiło wszystko, żebym chciała wystawić je na allegro. Przytula się do nogi – i niechcący wycierając o nią gluta – krzyczy spontanicznie MAAAMAAAA i przytula mnie z całej siły. Prosi, żebym schyliła się do niego i głaszcze mnie po policzku. Jest coś ważniejszego w tym momencie? Pamiętaj, to ważne DLA MNIE.

Oczyszczanie przestrzeni

Jestem gdzieś pomiędzy minimalistką a typowym zbieraczem. Mimo to inaczej niż kiedyś reaguję na swoje własne słowa: a może się jeszcze przyda. Mogę stać w miejscu i te wszystkie nagromadzone rzeczy i sprawy w końcu mnie przysypią. Na razie rozpisałam sobie listę szafek w domu, które trzeba przepatrzeć i po prostu wyczyścić. Sukcesywnie sprawdzam, co kryje się w zakamarkach. Są oczywiście takie rzeczy, których nie potrafię się  jeszcze pozbyć. Wtedy wrzucam je do jakiegoś worka albo pudła i odstawiam w specjalne miejsce w domu. Daję im poleżeć tydzień lub miesiąc. Jeśli ich potrzebowałam nie oznacza, że są mi niezbędne, ale wiem, że raczej będę z nich korzystać. Reszta, no cóż. Szukam im drugiego domu – ale też nie wciskam nikomu na siłę. Albo lądują tam, gdzie znaleźć powinny się już dawno.

Nie kupuję nowych rzeczy na ich miejsce. Staram się. Jeśli już, to naprawdę się zastanawiam, czy jest mi to potrzebne. Kolejne ozdoby sprawią, że chwilę nacieszę oko. Będą się kurzyć, w końcu zaczną mnie przytłaczać. Będę miała więcej sprzątania. Wystarczy, że te rzeczy, które nagromadziłam, przysparzają wielu kłopotów i bałaganu. Tak same z siebie.   

Dwie sprawy

Tu potrzebny będzie gruntowny przegląd. W kontekście minimalizmu mam ochotę porządnie zabrać się za swoją szafę i swoje dupsko. To w sumie daje jakieś dwie szafy do ogarnięcia. Żeby dobrze się czuć, wyglądać zdrowo i nie stresować się. Szkoda mi czasu na zastanawianie się. Przy dwójce małych dzieci to ten czas może nawet nie być mi dany. Szukam jeszcze pomysłu, ale wiem, że od tej wiosny stawiam na sprawdzone zestawienia. Chociaż figura mało minimalistyczna – to zabiorę się za to z miłą chęcią.

Z dupskiem sprawa jest też ZGOŁA inna. Gdy czuję się źle – wiem, że to spora zasługa jadłospisu i niedosypiania. Pora więc zadbać o siebie. Z obserwacji wiem, że wystarczy popracować nad tymi rzeczami i jest lepiej. Stanowczo więcej zielonego i kiszonego!

Zdaję sobie sprawę, że to też proces. Trochę to pewnie potrwa, popełnię po drodze mnóstwo błędów – tylko, że nigdzie się nie spieszę.

Porządkowanie kończąc

Nie chodzi o to, że stałam się mniej sentymentalna. Wspomnienia gromadzę z głową. Oczyszczanie przestrzeni (organizowanie jej) ma kojący wpływ. Jasne, że to powolny proces. Dbanie o siebie. Dobrze się czujesz – korzysta na tym Twoje otoczenie. Czasem zrób coś tylko dla siebie. Jesteś wyspana – nikt nie będzie użerał się ze sfrustrowaną babą. Czasem i kolejna kawa może nie okazać się pomocna. Z czasem odbije się na Twoim zdrowiu.  

Gorąco zachęcam do tych porządków wiosennych w głowie. Takie myślenie trzeba wypracować. Każdy znajduje swój sposób. To pozwala przetrwać trudny czas. Moment, w którym jestem, jest przejściowy. Nie znaczy, że jest prosto, ale na pewno jest łatwiej. Dużo w moim myśleniu pozmieniało zgłębianie minimalizmu. Osobiście mogę polecić te 3 pozycje. Myślę, że każdy jest w stanie wyciągnąć coś dla siebie. I co ważne, to COŚ naprawdę robi porządki – najpierw w głowie. A wiosną czujesz to ze zdwojoną siłą.

  1. Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce, Katarzyna Kędzierska
  2. Sztuka prostoty, Dominique Loreau
  3. Książeczka minimalisty. Prosty przewodnik szczęśliwego człowieka,  Leo Babauta

14 thoughts on “Sposób na wiosenne porządki

  1. W pewnych sferach jestem minimalistką, ale w niektórych kwestiach to totalnie nie są moje klimaty… Zauważyłam jednak, że z wraz z upływem czasu coś się we mnie zmienia (na lepsze, mam nadzieję) 🙂

  2. Najbardziej podoba mi się fragment o oczyszczaniu relacji. Czasem nie zauważamy jak bardzo niektóre relacje toksycznie na nas wpływają i jakie oczyszczające może być ich wyeliminowanie.

  3. Świetnie napisane 🙂 Nie lubię sprzątać i na co dzień sprzątam tylko w poniedziałki, ale takie wiosenne gruntowne sprzątanie rzeczywiście przynosi oczyszczenie 🙂 Nawet mycie okien wtedy lubię 🙂
    Rozbawił mnie fragment o gołodupcach, którzy potrzebują przytulenia, mam wrażenie, że wszystko się do tego sprowadza 🙂

    1. No niestety z tym sprzątaniem i gołodupcami racja 🙂 Zapraszam zawsze jak będziesz przytulenia potrzebować- szczególnie przed sprzątaniem 🙂

  4. Mega wartościowy wpis. Minimalizm nie jest dla mnie, ale przyznam się, że uwielbiam moment porządkowania przestrzeni. Szczególnie na wiosnę, kiedy pozbywam się nie tylko rzeczy, ale też negatywnej energii. Uświadomiłaś mi, że również muszę zacząć zapisywać za co jestem wdzięczna, żeby później, w trudniejszych chwilach móc do tego wracać. Dziękuję za uświadomienie mi tego.

  5. To zdecydowanie przychodzi z wiekiem. Natomiast ja mam chyba nadal zbyt szaloną głowę na takie porządki (powiedziałabym nawet życiowe) żeby podjąć się ich teraz 🙂 Ale kto wie co będzie za parę lat.

  6. Takie porządki w głowie zrobiłam już dawno temu i nie wiązało się to z nadejściem wiosny,lecz magicznym (przynajmniej dla mnie) ukończeniu 35 lat. Ponieważ z wielu rzeczy w swoim życiu nie byłam zadowolona, postanowiłam je zmienić, co ku mojemu zdumieniu okazało się nie takie straszne. Myślę,że najwięcej przeszkód jest w naszej głowie. A porządki warto zawsze zrobić 🙂

    1. Myślę, że każdy czas i powód są dobre. Szczególnie dla takich zmian. U mnie mocnym punktem zwrotnym będą też narodziny drugiego dzieciątka. A jak tak patrzę za oknem, to chyba to jednak nie są WIOSENNE porządki 😀

  7. JA traktuję minimalizm jako narzędzie to łatwiejszego życia. Nie jestem typową minimalistką, ale wykorzystuję ten trend w wielu aspektach codzienności

    1. O! Z tym się mogę bardzo zgodzić! Swoja drogą ciekawi mnie, jak będę podchodzić do tematu za kilka lat. Mam nadzieje, że podobnie jak Ty 🙂 Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *