Wolniej tu i teraz: historia jednego hashtaga


Sfera życia / czwartek, Maj 30th, 2019

Połączył nas hashtag

O tym, że hashtagi mają moc przyciągania można się przekonać każdego dnia. Zaczyna się niewinnie. Przeglądasz instagrama i ot, spodoba Ci się zdjęcie. Potem kolejne, kolejne, aż w końcu zauważasz, że to nie tylko fotografie. Autorami są ciekawi ludzie a ich twórczość i przekonania to wartość, którą zapraszasz do swojego życia.  

Jest pięknie. Chłoniemy inspiracje. Po raz setny obiecujemy sobie, że od jutra zwalniamy tempo i uważniej przyglądamy się swojemu życiu. Nadal jednak pędzimy. Po chwili orientujemy się, że przegapiliśmy wiele wspaniałych momentów. Utraciliśmy drogę do siebie. Nie ma uniwersalnej recepty, ale jest ktoś, kto ma konkretną propozycję. Osoba, która zaprasza do przeżywania świata w klimacie #slowteraz. Właśnie po to, żeby nie tracić już więcej dobrych chwil i przeżywać swoją codzienność – świadomie, niespiesznie i z wdzięcznością.

Slow teraz

Możesz czekać na lepsze, doskonalsze życie. Możesz też zacząć zauważać, to co dzieje się tu i teraz. Dzisiaj rozmowa z kobietą, która dokonała wyboru i zachęca innych do tego, żeby uważnie podchodzili do swojej codzienności – należy pamiętać o sobie – postarać się czuć życie, nie jutro, nie za tydzień, ale teraz. W pędzącej rzeczywistości trudno nadążyć, zwłaszcza za sobą. Stąd slow teraz, czyli dosłownie: wolniej w tym momencie. Wolniej po to, aby nie przegapić tego, co dzieję się dookoła nas. – tłumaczy twórczyni hashtaga #slowteraz i zwolenniczka wprowadzania tej idei w życie.

Między słowami

W sieci posługuje się nickiem Infinifableto niekończącą się historia, baśń. Tak trochę na przekór losowi, w którym wszystko co się zaczyna dobiega końca. Czasem chcielibyśmy coś zatrzymać, by trwało i nigdy się nie skończyło. Jej znakiem rozpoznawczym jest książka i życiowa mądrość. Zresztą przekonajcie się sami.

Właściwie, co znaczy slow teraz?

Życie, które jest teraz. To momenty, chwile i dni, spędzone wolniej i spokojniej. Z radością w sercu. Z dozą refleksji i uważności. Ze świadomością tego, co wokół nas ma miejsce. To przemyślenie różnych spraw. Funkcjonowanie wolne od nadmiaru bodźców, zadań i rzeczy. Minimalistyczne podejście opierające się na tym, co jest dla nas ważne. Docenianie tego, co dzieje się w tej chwili. Odpoczynek i czas dla siebie. Skupienie się na własnych zadaniach, marzeniach i przyjemnościach. Zapewnienie równowagi wewnętrznej. Satysfakcja czerpana z siebie, z własnego życia, jak i z otoczenia. Lepiej i bardziej.

Co zrobić, żeby lepiej zrozumieć tę ideę?

Najlepszym sposobem byłaby rozmowa z samym sobą. Czym się w życiu kierujemy, jakie mamy cele i marzenia, jakie są nasze zainteresowania, na co chcielibyśmy poświęcić więcej czasu itp. Przyjrzeć się sobie, swojej codzienności, bliskim osobom, ale i tym całkiem nieznajomym. Jakie jest życie? Jakie może być? Jakiego chcielibyśmy dla siebie? Żeby odpowiedzieć na takie pytania należy na chwilę przystanąć, rozejrzeć się, zagłębić w swoje myśli. I to jest wstęp do slowteraz. Kiedy będziemy bardziej świadomi siebie i potrzeb, to spróbujemy wykrzesać choć chwilę na pobycie w uważności i spokoju, bo podświadomie wiemy, że to jest ważne dla naszego funkcjonowania.

Jak to wygląda u Ciebie? Te momenty przychodzą same, czy je planujesz?

Staram się wyłapywać ich jak najwięcej w ciągu dnia. To daje mi chwilę dla siebie i poczucie spokoju oraz zadowolenia, a także wyciszenie. Dzięki temu znalazłam sposób na wzbogacenie swojej rzeczywistości i poprawę jej jakości. Takie momenty przychodzą spontanicznie, ale też całkiem oczekiwanie. Kiedy wiem, że będę zajmowała się czymś co lubię, to będzie mi to bliższe. W różnych okolicznościach można uszczknąć coś dla siebie. Przy kubku herbaty, w parku, obcowaniu z naturą, czytaniu literatury, malowaniu i pisaniu, zabawie z dziećmi, rozmowie z bliskimi i tak dalej, i tak dalej. To się czuje: jednoczesny spokój, relaks i radość. Grunt, to być otwartym na to, co może nas spotkać, ale również na nasze emocje i odczucia.

Co przeszkadza w realizacji tej filozofii?

W realizacji może nam przeszkodzić nasz własny charakter. Jeśli tkwimy w pewnych schematach i nie chcemy wyjść naprzód naszym potrzebom. Na drodze do łapania radości może też stanąć pesymistyczne usposobienie, kiedy to nie dostrzegamy lub nie chcemy widzieć jasnych barw albo detali codzienności. Poza tym zbyt wysokie natężenie obowiązków, zabieganie, chwytanie kilku srok za ogon jednocześnie. Zbytnia powaga, brak dystansu do siebie i rzeczywistości, które wyłączają naszą wewnętrzną dziecięcą radość, a tą ze slow teraz możemy czerpać.

Dlaczego warto? Czy to dla każdego?

Zdecydowanie warto i zachęcałabym każdą osobę do poszukiwania w ciągu dnia i korzystania z tej inicjatywy. Widzimy, że życie jest szybkie i w jakim tempie działamy my oraz nasze myśli. Dlatego to jest po prostu ważne, aby złapać oddech. Z moich obserwacji wynika, że trzeba o tym mówić, przypominać, a nawet czasem nakłaniać. Bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o sobie.

Twój stosunek do nabywania i konsumpcjonizmu. Kiedyś i teraz.

Świadomość pieniądza miałam od zawsze, ale nie zastanawiałam się czy dane rzeczy są mi potrzebne. Zachcianka czy realna potrzeba? Nie zwracałam nadmiernej uwagi na jakość, bardziej liczyła się ilość. Któregoś razu poczułam jednak przesyt i nadmiar bodźców. Zwróciłam się ku minimalizmowi i uświadomiłam sobie, że to jest w pewnym sensie remedium. Minimalizując pewne strefy życia, otrzymujesz coś więcej: odczucie spokoju, porządku, harmonii, zarówno fizycznej jak i psychicznej. Dążenie do minimalizmu to fajna lekcja uważności. W moim przypadku był to również wstęp do slow teraz.

Skąd u Ciebie taka samoświadomość?

Ważną rolę odegrały studia psychologiczne, dzięki którym poznałam człowieka od wewnątrz – od jego psychiki. Zyskałam większą świadomość jego osobowości, potrzeb oraz możliwości. Zaczęłam bardziej przyglądać się również samej sobie. Zauważyłam, że nie dość angażowałam się w przeżywanie codzienności. To był też czas, kiedy poczułam, że pora sięgnąć po lektury o minimalizmie i zmienić pewne kwestie, żeby inne można było zmaksymalizować i dotyczyło to m.in zwiększenia czasu na swoje przemyślenia, działania i radości. To był krok ku bardziej świadomemu i uważnemu życiu.

Minął rok, odkąd zaczęłaś dzielić się tą ideą na instagramie. Myślałaś, że to się tak rozwinie? Społeczność stała się realna.

To był odruch, chęć podzielenia się czymś dla mnie cennym z odbiorcami. Czymś, co ubogaciło moje codzienne dni. Sprawiło, że potrafię się zatrzymać i poczuć, że jestem. Chciałam, aby inne osoby też to poznały, żeby spróbowały. A jeśli już to praktykowały, to chciałabym je w tym działaniu utrzymać.

Przyznam jednak, że nie przewidywałam na tamtą chwilę, że temat tak się rozwinie. Z pewnością miała w tym swoją rolę cicha.woda [nick na instagramie], która od początku wspierała mnie przy tworzeniu inicjatywy. Obecnie jest grono osób, które slow teraz wdraża w swoją rzeczywistość, a ponadto mówi o nim i pokazuje pod hasztagiem na instagramie. Jestem za to wdzięczna, bo wzajemnie możemy poszerzać swoje horyzonty, inspirować się i wymieniać opiniami. Niezmiernie cieszy mnie to, że są osoby otwarte na to, co może przynosić dzień i nie wahają się z tego korzystać.


3 thoughts on “Wolniej tu i teraz: historia jednego hashtaga

  1. Uwielbiam #slowteraz to dzięki nim łapie swoje momenty Wcześniej ich nie dostrzegałam pozwalałam im uciekać Dziś cieszę się z ciszy w głowie i spokoju w sercu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *